W porannych godzinach 17 sierpnia 2002r wyruszyliśmy w dość okrojonym składzie: Adrian "Sychu" Sychowiec, i ja Grzesiek Miedziński w kierunku Tuplic – naszego pierwszego miejsca noclegu na trasie Jelenia Góra – Szczecin – Koszalin. Ten 140-sto kilometrowy odcinek pokonaliśmy w 6,5 godziny. Już na samym początku wyjeżdżając z kotliny mogliśmy doświadczyć, co to jazda z ponad 20-sto kilogramowym bagażem. Jednak napędzani entuzjazmem narzuciliśmy tempo, które odbiło się na szczęście na naszych siłach dopiero następnego dnia. No i żeby nie było za pięknie złapałem gumę.

Po noclegu u cioci Adriana postanowiliśmy zostać jeden dzień i zwiedzić okolice wsi Rokita i Brożek a konkretnie poniemieckie bunkry i umocnienia. Naprawdę było, na co popatrzeć!! Całość była rozmieszczona na powierzchni o wielkości sporego poligonu. Błąkanie się po labiryncie podziemnych korytarzy zajęło nam pół dnia. Nazajutrz z zapasem sił ruszyliśmy dalej.

Przejezdżajac przez Gubin mieliśmy okazję obejrzeć ruiny Gotyckiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi (w XVI w). Później w dość komicznych okolicznościach przeprawiliśmy się barką przez Odrę w Połęcku. Jadąc mogliśmy dostrzec zmieniającą się z kilometra na kilometr florę. To bylo naprawdę fascynujące. Niemalże o zmierzchu dojechaliśmy nad Jez. Radachwskie kolo Slońska. Odcinek 153 km przebylismy w ponad 7 godzin. Rankiem doszlismy do wniosku, ze trzeba troche zwolnic - w koncu morze nie ucieknie. Po kilkudziesieciu kilometrach zatrzymalismy sie Chwarszczanach – byla tam kaplica obronna Templariuszy wzniesiona 1540r. na miejscu Komandorji z 1232r. Na nocleg zajechalismy nad jez. Kiełbicze. 21 sierpnia pełni euforii dojechaliśmy do Szczecina. Jednak nie trwała ona długo, gdyż upał, ogromny ruch i totalnie rozkopane miasto nie było przyjaznym miejscem dla rowerzystów. Jednak korzystając z okazji zwiedziliśmy m.in.:

Wały Chrobrego, Muzeum Narodowe, Zamek Książąt Pomorskich czy Kosciół Św. Jakuba. Po dość długim, ale "hałaśliwym" odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Lubczyny. A tu podobnie jak w Szczecinie niezbyt miły początek! Po ponad godzinnych poszukiwaniach znalezienia miejsca na spanko, trafilismy do zamkniętego ośrodka wczasowego z właścicielem i jego rodzinką na czele. Na szczęście jakoś się dogadaliśmy i nie bylo tak źle (jednak mamy już chyba pewne uprzedzenie do tamtejszych mało uprzejmych i zadufanych w sobie ludzi). Trasa liczyła 92 km.

Nastepny dzień to prawdziwy finisz! Po krótkim przystanku w Wolinie (podziwialiśmy ruchomy most), wreszcie dotarliśmy w Miedzyzdrojach nad Morze!! Pierwsze kroki... chciałem powiedzieć ślady opon skierowaliśmy na plaże, gdzie pękł triumfalny szampan! Potem znaleźliśmy nasze miejsce noclegowe załatwione już wczesniej (z kuchnią i łazienką!). No i bym był zapomniał– ni stąd ni zowąd spotkaliśmy naszego kumpla-Zydzia! Było to trochę niewiarygodne. Nazajutrz pojechaliśmy nad Turkusowe Jeź. koło Lubina a przy okazji objechaliśmy resztki po wyrzutniach V 1 V 2 .

Potem oczywiście byczenie się na plaży i impreza u Zydzia, zakończona rowerowym "rajdem" po plaży w środku nocy!! To bylo coś! Ósmego dnia wyprawy, jadąc wybrzeżem podziwialiśmy piękno natury i ciągnące się jeden za drugim nadmorskie kurorty. Na noc (po 55km) zatrzymaliśmy się w Niechorzu, gdzie znajdowała się pokaźna latarnia morska. Wieczorem ruszyliśmy w "miasto". Byliśmy dość niemrawi, gdyż czekała nas trudna decyzja, spowodowana raczej sytuacja finansowa (tu ukłon do sponsorów) – powrót do domu! Ustaliliśmy, że następnego dnia dojeżdżamy do Koszalina i stamtąd pociągiem do Wrocławia. Tak też zrobiliśmy. Po 105 km w dość dużym ruchu a w dodatku po zmroku dotarliśmy do Koszalina. Po sytej kolacji na dworcu wsiedliśmy do pociągu i z pewnym niedosytem wracaliśmy do Jeleniej.

To była nasza pierwsza większa wyprawa. Wiele się na niej nauczyliśmy a każda kolejna będzie mamy nadzieję kolejnym niezapomnianym doświadczeniem!!

 

  

     

 

mapa trasy:

 

 

 

 

PATRONI MEDIALNI:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WEBMASTER - Szymon Zapart
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE ©