![]() |
|
Pierwotny plan wyprawy zakladał dotarcie do Wenecji a stamtąd do Triestu. Jednak na ok. dwa miesiące przed wyjazdem zmieniliśmy cel na Cervię - partnerskie miasto Jeleniej Góry. W ostatniej chwili jeden z nas - Łukasz Hada zrezygnował ze względu na egzaminy. Po szybkich i dość nerwowych przygotowaniach (klopoty ze sponsorami) oczekiwaliśmy na start. W środę 2 lipca 2004r. o godz. 10:00 w kilkuosobowym gronie przyjaciół wyruszyliśmy!Już na pierwszych kilometrach mocno odczuwaliśmy wagę bagaży (ok. 20kg/os.). Przejeżdżając przez Szklarską Porębę, a później przez przejście graniczne w Jakuszycach wzbudzaliśmy dość duże zainteresowanie. Na noc rozbiliśmy się pod Jicinem. Następnego dnia kierujemy się na Kopidlno, gdzie przeczekaliśmy sporą ulewę. Dalej przejeżdżamy przez Kolin. Nocleg w Janovicach. Po zimnej nocy ruszamy na Vlasim, dalej Mlada Vozice i Tabor, za którym śpimy. Czwarty dzień podobnie jak poprzednie wita nas chmurami, z których tym razem popadało. Udajemy się do Tynu, stamtąd pod Temeli – mijamy „Jaderna elektrarne”. Potem zwiedzamy Czeskie Budziejowice - największy rynek w Czechach z barokowym ratuszem, XVIII-wieczną fontanną; niedaleko też 72-metrowa renesansowa Czarna Wieża. Potem kierujemy się na przejście graniczne. Nocujemy w Rozmberku – mieście założonym w 1265 przez Wacława I. Przejeżdżamy granicę w Sternstein. Od Zwettl przez ok. 18km zjazd do Linzu, gdzie zwiedziliśmy kilka kościołów oraz XIII-sto wieczny rynek z Kolumną Trójcy Świętej z 1723r. Po dość kłopotliwym wyjeździe z tak dużego miasta kierujemy się 139 i 122 na Liezen. Nocujemy pod Voitsdorfem. Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów kolejnego etapu sa dość łatwe. Jednak dalej robi się już trudniej – przełęcz Pyhrnpas 945m n.p.m. Stamtąd zjazd do Trieben, z którego czeka nas ok. 15km podjazdu (śr. 16% !!). Zdobywamy przełęcz (2194m n.p.m.!) i rozbijamy się w Hohentauern. Następnego dnia robimy przerwę – długie spanie, odpoczynek i mała runda po okolicy. Ósmy dzień rozpoczęliśmy bardzo przyjemnym zjazdem aż do Judenburga. Dalej kierujemy się mijając kilka zamków na Friesach. Nocujemy nad bardzo czystym jeziorem Langsee. Następny dzień rozpoczynamy kąpielą i sytym śniadankiem. Zatrzymujemy się w Feldkirschen i przy okazji robimy zakupy. Dalej jedziemy wzdłuż jeziora Ossiacher do samego Villach. Kierujemy się na Magdalen i Fäaker See, nad którymi chcieliśmy się rozbić. Jednak nigdzie nie było pola i wszędzie były prywatne posesje. W końcu lądujemy nad Silber See gdzie trwały przygotowania do weekendowego festynu. Było tak ciepło, iż położyliśmy się tylko w śpiworach. Niestety ok. godz. 2 zaczęło padać, więc szybciutko rozbiliśmy namioty. Rano gdy kończyliśmy śniadanie przyszedł wlaściciel terenu wokół jez. i kazal zlożyć namioty. Udaliśmy się więc na obrzeża miasta, by obejrzeć skocznie narciarskie. Potem ruszyliśmy do centrum Villach, gdzie oprócz zabytków mogliśmy podziwiać stare samochody zgromadzone na zjeździe. Jadąc już w kierunku dawnego przejścia granicznego zakupiliśmy w „Camping Welt” butlę gazową (nasza już była pusta i nie było gdzie jej napełnić). Na nocleg rozbiliśmy się na fajnym parkingu kolo Pöckau. Nastepnego dnia, wjeżdżając już do Włoch mieliśmy trochę pod górkę przez parę pierwszych kilometrów, jednak dalej już było tylko w dół. Wijącą się między wspaniałymi szczytami drogą powoli zjeżdżaliśmy z Alp. Im dalej jechaliśmy, tym bardziej widać bylo różnice z Austrią - brudniej, mniej ludzi no i ten upał! Na noc rozbiliśmy się a raczej wyciągnęliśmy śpiwory za S. Daniele. Kolejny upalny dzień (40 st. C!). Jazda na otwartej przestrzeni wzdłuż pól kukurydzy nie była zbyt przyjemna. Minęliśmy Portogruaro i udaliśmy się na południe w kierunku jeziora. Jednak nie było nad nie żadnego zjazdu, więc postanowiliśmy dojechać do Caorle - nasz pierwszy „kontakt” z Adriatykiem! Po noclegu przy plaży ruszyliśmy ku Wenecji. Okolo 14 byliśmy na miejscu. Zatrzymaliśmy się w parku przy Piazzale Roma, skąd bez rowerów w pojedynkę lub we dwóch zwiedzaliśmy miasto - Chiesa dei Frari, S. Giovani Ewangelista, Plac i placyk sw. Marka, Chiesa della Salute, S. Giovani Bragora... . Spotkaliśmy małżeństwo ze Szwajcarii z dwójką dzieci, którzy też rowerami przybyli do tego „tonącego” miasta. Przez to, że kręciliśmy się prawie do 1 w nocy, położyliśmy się w parku. Gryzieni przez komary i rozpraszani hałasem tętniącego życiem miasta spaliśmy tylko do 5. Po porannej toalecie (na pobliskim parkingu) obeszliśmy jeszcze parę zakątków i ruszyliśmy 309 na Ravenne. Za Chioggia Czyżu złapał gumę! Przy okazji naprawy usterki zjedliśmy obiad. Parę kilometrów dalej zjechaliśmy w kierunku morza. Przesiedzieliśmy na plaży 2-3 godz. Rozbiliśmy się za miesciną. Następny dzień znowu przywitał nas upałem. Minęło nas też kilku poprzebieranych rowerzystów w dziwnymi sakwami, workami... Już przed 15 dojechaliśmy do Lido di Spina , w którym rozłożyliśmy się na plaży. Około 18 ruszyliśmy do punktu noclegu - Vali di Camacchio. Jednak wszędzie były zakazy, szlabany itp. Więc po raz kolejny rozbiliśmy się nad kanałem. Dzień 16 – znowu to samo – UPAŁ! Na szczęście dość szybko dojechaliśmy do Rawenny. W centrum znaleźliśmy park, gdzie w przyjemnym cieniu spaliśmy do 16. Po przekąszeniu czegoś wyjeżdżamy z miasta i zjeżdżamy na Lido di Savio. Tam na plaży spotykamy Polaków (pracujących). Wieczorem udajemy się na obrzeża Lida, gdzie rozbijamy namioty. Budząc się mieliśmy świadomość, że kolejne noce spędzimy już pod dachem. Kręcąc noga za nogą wjechaliśmy do Milano Marittima – miejscowości należącej do Cervii. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu przy głównej ulicy zobaczyliśmy mały skwerek, na którym były tabliczki z informacjami o Jeleniej Górze i okolicach a trochę dalej ulica jeleniogórska. Dalej udaliśmy się na Piazza Garibaldi, gdzie znajdował się ratusz. Tam po kilkudziesięciu minutach wyjaśnień skąd jesteśmy i po co , zostaliśmy skierowani do hotelu Luxor***. Opis luksusów, jakie tam na nas czekały daruję sobie, a zamieszczę kilka fotek. W sobotę po śniadaniu przenosimy się do innego hotelu – Liz**. Pół dnia spędziliśmy na opalaniu, pływaniu i graniu w siatkę. Przed kolacją spotkaliśmy się z Panem Massimo z „Societa Ciclistica – Aquilatti”. Okazało się, że był on kiedyś w Jeleniej Górze a w tym roku będzie przewodził grupie przyjezdnych z rewizytą. Umówiliśmy sie z nim na niedzielną, poranną przejażdżkę. Wieczorem obeszliśmy trochę centrum, po czym zasiedliśmy do Tour de France. Po śniadaniu ruszylismy w droge: Cesena, Borello, Cesenatico – zrobilismy ok. 60 km. Potem znowu byczenie się na plaży, obiadek, spanie, plaża, kolacja – istne wczasy. Wieczorem objechaliśmy tętniące życiem miasto, posluchaliśmy chwilę koncertu. Rano spakowaliśmy trochę rzeczy a po śniadaniu pojechaliśmy do ratusza dowiedzieć się co dalej. I tu (przykra) niespodzianka – dalszy pobyt finansujemy sobie sami. Dlatego też od razu zadzwoniliśmy do faceta, który miał po na przyjechac busem. Okazało się, że jego znajomy będzie w Rawennie wieczorem 22.07. Resztę dnia spędziliśmy kręcąc się po Cervi. Następnego dnia przyjechaliśmy do Rawenny, miasta slynącego z przepięknych mozaik. Mając prawie cały dzień mogliśmy ją dość dobrze zwiedzić - Muzeum Dantego, Bazylika Św. Witalisa, Mauzoleum Galla Placidia... . Przed północą przybył nasz transport. I tak oto zakończyła się nasza kolejna wyprawa, na której przemierzyliśmy ok. 1500km. Ciekawe gdzie pojedziemy za rok...
Prasa o nas: Mapa trasy:
|
|
|
|
|
PATRONI MEDIALNI:
|
|
WEBMASTER - Szymon Zapart |
|