![]() |
|
| HOME |
S K A N D Y N A W I A 2 0 0 5 Pomysl objechania Pólwyspu Skandynawskiego, zrodzil sie juz na poczatku 2004 roku. Jednakze z racji zblizajacego sie konca studiów inzynierskich, jak i braku odpowiednich funduszy, odlozylismy jego realizacje na jakis czas. W tym roku wiekszosc spraw ukladala sie pomyslnie, dzieki czemu przygotowania do wyprawy szly dosc dobrze. Udalo nam sie pozyskac wielu sponsorów, którzy ufundowali nam odziez i czesci rowerowe, produkty energetyczne i suplementy oraz mapy. Kilka sklepów dalo nam spore rabaty na zakup niezbednego sprzetu. Nie mielibysmy tego, gdyby nie dotychczasowe osiagniecia a takze patroni medialni, naglasniajacy nasze przedsiewziecie. Dobrze przygotowani, pelni wiary w powodzenia wyprawy, rozpoczynamy te niesamowita podróz 12 lipca w Suwalkach, gdzie z Jeleniej Góry dojechalismy pociagiem. "Republiki nadbaltyckie"Po przekroczeniu granicy z Litwa, kierowalismy sie na Marijampole a stamtad na lezacy nad Niemnem - Jurbarkas. Od samego poczatku doskwieral upal i brak asfaltowych poboczy. Plaskimi drogami, w otoczeniu pól i lak zdobywamy Szawle. Kilka kilometrów na pólnoc od miasta zwiedzilismy "Góre Krzyzy". Panowal tam niepowtarzalny, mistyczny klimat. Dziesiatki albo i setki tysiecy, róznej wielkosci krzyzy - gleboko nas to poruszylo. Spotkalismy tam Polaka, wracajacego rowerem z pólnocnej Norwegii. Przestrzegl nas o hordach komarów na pólnocy Finlandii, lecz pocieszyl mówiac o swietnej pogodzie w Norwegii. Kolejnym ciekawym miejscem na naszej drodze jest stolica Lotwy. Tuz przed miastem Andrzej lapie pierwsza gume, a szkoda bo wpadlismy w dobre tempo. Ryga - ladnie polozona, z osobliwa starówka, jest warta dluzszego zwiedzenia. Dalej, podazajac juz wybrzezem Baltyku, wjezdzamy do Estonii. Od razu mozna bylo tu zauwazyc lepsze drogi, nowoczesniejsza infrastrukture. Az wierzyc sie nie chcialo, ze mieszka tu mniej wiecej tylu ludzi co w Warszawie! Pod koniec drugiego dnia pobytu w tym kraju, nocujemy w Tallinie, na posesji bardzo goscinnej rodziny. Dzieki temu zostawilismy u nich caly sprzet i zwiedzilismy przepiekne stare miasto oraz ogromny amfiteatr. Tym samym konczymy ten etap podrózy. Nazajutrz wyplywamy juz w prawie czterogodzinny rejs promem do Helsinek. W kraju tysiaca jezior. Stolica Finlandii to bardzo duze i rozlegle miasto. Z nowoczesna siecia dróg i zabudowan, sasiadowaly okazale katedry, muzea, koscioly i piekne fontanny. Mimo swej wielkosci, Helsinki nie przysparzaja problemów rowerzystom. Poruszajac sie dobrze oznakowanymi sciezkami rowerowymi, wydostalismy sie z miasta i kierowalismy sie na Valkeakoski. Jest to partnerskie miasto Jeleniej Góry, z którego wladzami skontaktowalismy sie przed wyjazdem, zapowiadajac nasz przyjazd. Zostalismy tam jeden dzien. Troche odpoczelismy, przepakowalismy nasze bagaze i zjedlismy porzadny obiad i sniadanie a nie dotychczasowe “sztucznosci” zalewane wrzatkiem. Nastepnie udalismy sie do Tempere, skad pociagiem dojechalismy do Rovaniemi. Zastalismy tam deszcz i chlód. Nie zastapione okazaly sie wtedy bluzy, z membrana ZeroWind ufundowane nam przez BCM Nowatex . Tuz za miastem znajdowala sie wioska Sw. Mikolaja - kilka sklepów z pamiatkami oraz poczta no i oczywiscie sam swiety, z którym za drobna oplata mozna bylo zrobic sobie zdjecie. Przebiegala tamtedy linia kola podbiegunowego ( 66 0 33'07 "). Tego dnia mielismy niezapomniany nocleg. Spalismy w drewnianej chacie, stojacej nad rzeka, w której byla sauna! Dodatkowo z racji szerokosci geograficznej i pory roku, bylo jasno prawie przez cala noc. Przez kilka dni organizm nie mógl sie do tego przyzwyczaic. Im dalej jechalismy na pólnoc, tym wiecej widzielismy reniferów. Zwierzeta te nie bojac sie samochodów, przechadzaly sie calymi grupami po drogach. Jednak widzac nas, pedzacych na rowerach, uciekaly w pobliskie zarosla. Za Ivalo nasza trasa wiodla wzdluz przepieknego i jednego z najwiekszych finskich jezior - Inari. Zblizajac sie do Karigasniemi a tym samym do Norwegii, pokonalismy ok. 50-cio kilometrowy odcinek “garbów”. Zjazd, podjazd, zjazd, podjazd i tak w kólko. Z bagazem, jaki przyszlo kazdemu z nas wiesc (ok. 25 kg), nie byla to lekka sprawa. Rekompensata, dla mnie przynajmniej, za ten trud, byl jak sie potem okazalo, rekord predkosci calej wyprawy – 74 km/h, ustanowiony na ostatnim zjezdzie. Na granicy (przez która ruch odbywal sie bez zadnej kontroli) spotkalismy trójke Polaków, takze na rowerach, jadaca równiez na Nordkapp. Przetrwac na pólnocy. Juz drugiego dnia pobytu w Norwegii, pogoda dawala sie we znaki. Silny wiatr i ulewnie padajacy deszcz, odbieral ochote do jazdy. Momentami podmuchy byly tak potezne, ze uniemozliwialy jazde – kilka razy nawet sie przewrócilismy. Tego dnia spotkalismy kolejnego rodaka, podrózujacego równiez na dwóch kólkach. Z powodu sztormu, szukalismy noclegu u mieszkanców malej osady rybackiej, gdyz rozbicie namiotu graniczylo z cudem. Przyjal nas wspanialy czlowiek, który dal nam do dyspozycji przyczepe kempingowa i garaz. Cudownie bylo spac w suchym, bezpiecznym miejscu. Niestety ta koszmarna aura, miala utrzymac sie jeszcze przez kilka dni. Wiedza, ze Nordkapp juz tak blisko, zastanawialismy sie co dalej robic: przeczekac, czy ryzykowac? Postanowilismy pojechac tam autostopem. Droga byla kreta, miejscami bardzo stroma. Wiodla takze przez dwa tunele, z czego jeden, prawie osmiokilometrowy, przebiegal pod morzem. Na miejscu zastalismy caly kompleks turystyczny: restauracje, bar, sklep, poczte itp. Mimo ulewy, nie zabraklo oczywiscie triumfalnych zdjec przy metalowym globie – znaku rozpoznawczym tego najbardziej wysunietego na pólnoc punktu Europy. Wracajac autem z turystami ze Szwecji, do naszego “tymczasowego” obozu, zalowalismy, ze pogoda nie pozwolila nam zdobyc celu wyprawy na rowerach. Ale jazda w ulewie, przy 2 0 C i szalejacym wietrze, nie bylaby madrym rozwiazaniem. Nazajutrz, juz na rowerach, powrócilismy do Russenes, skad kierowalismy sie krajowa E6 na Alte. W malej miejscowosci Käfjord, zwiedzilismy Muzeum Tirpitza – niemieckiego pancernika, zatopionego w pobliskim fiordzie w 1944 roku. Jadac nad morzem, moglismy podziwiac wspaniale góry, fiordy a takze typowa norweska zabudowe. Przeszkadzal niestety wiatr, wiejacy najczesciej w twarz. Utrudnialo to jazde w dobrym tempie, gdyz pelne sakwy i namiot dawaly spore opory powietrza. W Storslett zasiegnelismy informacji o promie oplywajacym Lofoty. Okazalo sie, ze jest rejs wycieczkowy po calym wybrzezu norweskim i mozna w trakcie jego trwania wejsc na poklad w Tromso a zejsc w Bodo i tym samym zobaczyc wyspy, na których tak nam zalezalo. Dlatego z Olderdalen przeprawilismy sie do Lyngseidet, nastepnie dojechalismy do Svendby, aby ponownie krótkim promem doplynac do Breivikeidet, skad w pieknej, górzystej scenerii dotarlismy do Tromso. Miasto bylo bardzo ciekawie usytuowane a mianowicie na wyspie i obydwu brzegach ciesniny, w której wspomniana wyspa lezala. W nocy, na pokladzie MS Narvik, wyplynelismy w 24-ro godzinny rejs. Po drodze zawinelismy do kilku portów, w których moglismy zejsc na lad m.in.: Harstad, Sortland, Svolvaer, Stamsund. Widok górskich zboczy schodzacych do samego morza chwilami zapieral dech w piersiach. Niesamowite, monumentalne formy skalne, porosniete karlowata roslinnoscia – dziewicze, praktycznie nie “skazone” przez czlowieka tereny. Szczególnym zakatkiem byla zatoka, w której znajdowal sie przeszlo 400 metrowej wysokosci tzw. “Fiord Trolli” ( Trollfjorden ). Po doplynieciu do Bodo, udalismy sie do Miedzynarodowego Muzeum Lotnictwa (bilet studencki: 60 KN,-) , w którym spedzilismy prawie caly dzien. W ogromnej hali w ksztalcie smigla, mozna bylo zobaczyc dziesiatki cywilnych i wojskowych samolotów konstruowanych i uzywanych w calym XX wieku, a takze mnóstwo mundurów, silników, map, sprzetu nawigacyjnego i wszystkiego, co zwiazane z lotnictwem. Nastepnie ruszylismy do Fauske, skad ponownie E6 na poludnie do Storjord, gdzie odbilismy na wschód w kierunku Szwecji. Wjechalismy tam na teren Norweskiego Parku Narodowego: Saltfjellet-Svartisen , o powierzchni ponad 2 tys. km 2 . Bylo tam kilka osniezonych szczytów górskich, majacych po 1500 m. i wiecej. Nocowalismy tam w turystycznej miejscowosci Junkerdal. Jednak przed nia czekal nas 5-cio kilometrowy, 10-cio %-owy podjazd. Jednak w promieniach slonca i z pieknymi widokami, nie byl taki straszny. Tej nocy spalismy w starym domu, polozonym u podnóza poteznej góry. Tym milym akcentem zakonczylismy przemierzanie Norwegii. Spotkalismy tutaj bardzo goscinnych i pomocnych ludzi, o czym moze swiadczyc fakt, ze kilkakrotnie spalismy w ich domkach letniskowych lub przyczepach kempingowych. Warto jednak pamietac, wybierajac sie do tego kraju, ze pogoda czesto plata figle, czasami nawet latem a ceny prawie wszystkich produktów spozywczych sa jednymi z najwyzszych w Europie. Jednakze przepiekne góry i fiordy, ciagnace sie przez cale wybrzeze, sa jedyne w swoim rodzaju i sa warte poswiecenia i trudu by je zobaczyc. Kraj trzech koron. Droga, która podazalismy ( 95 ), od samej granicy wiodla po plaskowyzu. Jednak, aby na niego sie dostac, trzeba bylo pokonac dlugi, prawie 15-sto kilometrowy podjazd, zmieniajacy co rusz swoje nachylenie (5%, 9%). Przy takim wysilku i prazacym sloncu, niezastapione byly napoje Gatorade i batonikami Nutrend , ufundowane przez naszych sponsorów. Przez dobrych kilkadziesiat kilometrów nie bylo zadnej miejscowosci, tylko maly zajazd i tablica informujaca o przekroczeniu kola podbiegunowego. Przed Arjeplog zjechalismy na szutrowa droge, biegnaca wzdluz Jez. Uddjaure, która dojechalismy pod Sorsele. Jakosc tej nawierzchni byla lepsza niz nie jedna polska, asfaltowa droga... No cóz, moze sie kiedys takich dróg doczekamy. Dalej kierujemy sie na Storuman i Vilhelmine, potem Hoting i 346-stka do Junsele. Tych kilka etapów, wiodlo przez praktycznie plaskie tereny, na których roslinnosc byla co raz bujniejsza a liczne jeziora obfitowaly w ryby i ptactwo. W Näsaker nocowalismy na kempingu prowadzonym przez Polke. Zwiedzilismy tam, znajdujace sie nad rzeka, niesamowite ryty skalne, majace od 3,5 nawet do 6 tysiecy lat! Stamtad, przejezdzajac przez Solleftea, jedziemy do Sundsvall. Razem z kilkoma malymi miejscowosciami, jest to spora aglomeracja. W centrum podziwiamy okazaly ratusz, kilka zabytkowych kamienic i monumentalna, gotycka katedre. Niestety jak wiekszosc innych swiatyni w Szwecji byla zamknieta. Potem chcielismy sie kierowac na poludnie E4, prowadzaca juz do samego Sztokholmu. Jednak niektóre odcinki byly drogami szybkiego ruchu, badz autostradami. Dlatego poruszalismy sie równoleglymi, bocznymi drogami. Dzieki temu moglismy przyjemnie i bezpiecznie jechac, podziwiajac otaczajaca nas przyrode i naprawde ladna zabudowe. Dodatkowo bez problemów znajdowalismy miejsca na noclegi, nierzadko na posesjach goscinnych mieszkanców. Kolejne duze miasta, jakie znalazly sie na naszym szlaku to Gävle i Uppsala. W tym ostatnim zwiedzilismy wspaniala katedre, której budowa trwajaca blisko 200 lat zakonczyla sie na poczatku XV w. W jej mierzacym 27 m. wysokosci wnetrzu, znajdowaly sie kaplice m.in.: Gustawa Wazy, czy Królowej Katarzyny Jagiellonki. Nastepnego dnia dojechalismy do stolicy Szwecji – Sztokholmu. Przejazd przez ta ogromna metropolie bylby niemozliwy, gdyby nie dobre oznaczenia i siec sciezek rowerowych. W samym centrum bylo tyle róznych zabytków, muzeów i innych ciekawych miejsc, ze nie wiedzielismy gdzie sie udac. Ostatecznie zobaczylismy: Muzeum Narodowe i Modernizmu, Opere Królewska, Katedre, Palac Królewski, stare nabrzeze portowe i wiele blizej nieokreslonych placów, gmachów itp. Pozostala czesc miasta to bardzo nowoczesna zabudowa i platanina dróg, tuneli, trakcji kolejowej. Spotkac tu mozna ludzi niemalze kazdej europejskiej nacji. To prawdziwa swiatowa stolica. Po noclegu na obrzezach miasta udajemy sie do Nynäshamn, gdzie spotykamy kolejnych Polaków podrózujacych na rowerach. Okazalo sie, ze tego dnia oni takze plyna promem Scandinavia do Gdanska. Po 18-tu godzinach zawijamy do portu, skad udajemy sie na starówke... jednak to juz inna historia. I tak oto zakonczylismy nasza 40-sto dniowa wyprawe rowerowa “Dookola Skandynawii”. Przemierzylismy 6 krajów, 2 strefy klimatyczne, robiac ponad 4 tys. km na rowerze i kilkaset piecioma róznymi promami. Poznalismy dziesiatki wspanialych ludzi, zobaczylismy niesamowite dziela przyrody i ludzkich rak. Wydalismy po drodze ok.1500 zl/os., zrobilismy ponad 1400 zdjec. Po latach patrzac na nie, bedziemy wracac pamiecia do tych niezapomnianych chwil, spedzonych na odkrywaniu zakatków Pólwyspu Skandynawskiego i wlasnego wnetrza. To byla przygoda naszego zycia!
mapka trasy: BĘDZIEMY REPREZENTOWAĆ DODANO: 03.03.2005r.
Strona ukazała się w sieci. Jeszcze nie wszystko jest, ale w miare możliwości będzie uzupełniana. na razie trzeba zaliczyć sesję:) DODANO: 03.02.2005r. |
|
|
|
PATRONI MEDIALNI:
|
|
WEBMASTER - Szymon Zapart WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE © |
|